W ciągu pierwszej wojny światowej (1914-1918) wybito całą, liczącą ponad 700 zwierząt, populację zamieszkującą Puszczę Białowieską. Ostatni wolny żubr zginął w 1919 roku, w ten sposób wymarł ten dziko żyjący gatunek. Te żubry, które żyją dzisiaj pochodzą od 54 osobników, które ocalały w ogrodach zoologicznych i prywatnych zwierzyńcach.
Na szczęście żubr nie ma dużych wymagań siedliskowych, nie potrzebuje wielkich przestrzeni, nie musi wędrować, dobrze znosi obecność człowieka, chętnie zjada różne rośliny i co najważniejsze bez większych trudności rozmnaża się w hodowli. Grupę wybraną z ostatnich przedstawicieli gatunku na Ziemi przewieziono do ośrodka hodowlanego w pobliżu Białowieży w 1929 roku. Ale do puszczy, na wolność pierwsze dwa żubry wypuszczono dopiero w 1952 roku.
W kolejnych latach wypuszczano z hodowli następne, a pierwszy "dziki" żubr urodził się 1957 roku. Po 38 latach przerwy zaczęła się odradzać żyjąca w naturalnych warunkach populacja wymarłego gatunku. Od tego czasu grupa wolnych żubrów w Puszczy Białowieskiej rozrosła się do blisko 600 osobników, ale jest to zbyt wiele, by mogły wszystkie pomieścić się w puszczy. Obecnie jest ich w białowieskich lasach mniej – w polskiej ich części około 230. W miarę rozwoju dzikiej populacji i przybywania zwierząt w hodowli osiedlano żubry w większych kompleksach leśnych w Polsce, Białorusi, Ukrainie, Rosji i na Litwie. Obecnie na wolności żyje ponad 2000 żubrów, a wraz z tymi, które przebywają w ośrodkach hodowlanych i ogrodach zoologicznych jest ich na całym świecie około 3000.
Człowiek musi regulować ich liczebność, znajdować i stwarzać im nowe możliwości osiedlania się. Ważne jest też dbanie o przepływ genów między izolowanymi grupami – po prostu trzeba odławiać i przewozić niektóre osobniki, by mogły rozmnażać się w stadach innych niż te, z których pochodzą, albo dodawać zwierzęta odpowiednio wybrane z hodowli. Dla małej populacji żubrów, zwłaszcza że złożona jest z genetycznie podobnych osobników, dużym niebezpieczeństwem są choroby zakaźne. Trzeba więc często sprawdzać zdrowotność żyjących na wolności stad.
Człowiek przejął pełną odpowiedzialność za to, co dzieje się ze światową populacją żubra, bo prawdopodobnie samodzielnie nie potrafiłaby się ona utrzymać bez wielkich obszarów liściastych puszcz. Chyba już na zawsze żubr jako gatunek zostanie "na naszym utrzymaniu". Wszystkim dobrze znany, wielki żubr jest symbolem sukcesu człowieka w ratowaniu gatunku od wymarcia.
Wodniczka to ptaszek nieco mniejszy od wróbla, którego łatwiej usłyszeć niż zobaczyć, kryjący się wśród źdźbeł i liści na podmokłych łąkach. Niewielu ludzi go widuje, więc jest prawie zupełnie nieznany. Jest najbardziej zagrożonym wymarciem ptakiem Europy. Występuje na zaledwie kilku większych obszarach bagiennych i kilkudziesięciu mniejszych rozproszonych mokradłach. Większość światowej populacji tego gatunku odbywa lęgi na obszarze, który można zakreślić kołem o promieniu najwyżej 300 km, a którego środek wypadły w Brześciu nad Bugiem.
Uchronienie tego gatunku przed zagładą jest bardzo trudne. Wodniczki zupełnie nie da się hodować. Ptaszek ten ma, nawet jak na ptaki, bardzo ścisłe wymagania, co do warunków, w których jest w stanie żyć. Żeby się rozmnażać musi mieć zalaną łąkę złożoną przede wszystkim z turzyc lub kłoci wiechowatej, najwyżej z domieszką rzadkiej i niskiej trzciny. Rośliny powinny rosnąć w kępach i mieć do 80 cm wysokości, a warstwa wody przykrywająca ziemię musi mieć co najmniej centymetr głębokości, ale nie więcej niż 20 cm. Woda nie może płynąć lecz musi być stojąca. W okolicy gniazda nie może być drzew, a krzaki powinny być niskie i rozproszone. Pewnie wodniczki mają więcej wymagań "mieszkaniowych" ale nie udało nam się jeszcze ich odkryć. Zalewane wiosną łąki istniały dawniej nad wszystkimi większymi rzekami Europy, ale już od średniowiecza były osuszane. Ostatnie znikły wraz z intensyfikacją rolnictwa w latach pięćdziesiątych 20. wieku. Dla wodniczki już nie ma miejsca na świecie poza bagnami nad Biebrzą i Prypecią oraz niewielu ocalałymi obszarami podmokłych łąk i torfowisk w środkowej i wschodniej Europie. Jedynym sposobem na ocalenie gatunku jest zachowanie co najmniej obecnego obszaru jego naturalnych siedlisk, a być może okaże się konieczne odtwarzanie mokradeł w Środkowej Europie.
Zupełnie nie wiemy jak wygląda sytuacja wodniczki na afrykańskich zimowiskach, czy tam też odpowiednie dla niej podmokłe tereny nie wysychają, czy zmiany w jej zimowym siedlisku nie przekreślą wysiłków ochrony siedlisk lęgowych?
Puszcza Białowieska jest miejscem gdzie ocalono żubra. Teraz sąsiadujące ze sobą bagienne obszary w Polsce, Białorusi i Ukrainie powinny stać się bezpieczną ostoją, która zapewni przetrwanie wodniczce. Potrzebna jest do tego międzynarodowa współpraca rządów, instytucji i organizacji zajmujących się ochroną przyrody, naukowców, przyrodników-wolontariuszy, administracji i samorządów lokalnych, rolników oraz wielu innych osób. Potrzebne są też wielkie nakłady finansowe – Unia Europejska już przeznaczyła 4 miliony euro na wsparcie ochrony wodniczki do 2010 roku.
Wodniczka - ginący gatunek - jest symbolem najpilniejszych potrzeb ochrony europejskiej przyrody, konieczności zachowania ostatnich resztek bagien i mokradeł, które przez wieki Europejczycy tak zawzięcie osuszali, a zarazem konieczności zgodnej współpracy międzynarodowej mimo wszelkich granic i różnic.